|
24 lipca 2009 
Niewiele jest w kościele tematów, które wzbudzały by tak gorące dyskusje, nieporozumienia czy kontrowersje, jak muzyka. Zbyt głośnia, zbyt cicha, nie taki styl, zbyt górnolotne słowa, zbyt proste, za mało instrumentów, za wiele. Wydaje się, że jest tyle opinii na temat miejsca i przeznaczenia muzyki, jak i uwielbienia, podczas nabożeństwa ilu członków danej wspólnoty. Rzadko zdarza się sytuacja, gdy rezygnujemy z naszych muzycznych preferencji, na rzecz czegoś większego, ważniejszego – bo niby dlaczego? Wiemy jak powinna wyglądać muzyka w kościele i nie zamierzamy rezygnować z obrony naszego stanowiska. Czy jednak zdarzyło nam się obiektywnie zastanowić nad tym, skąd wzięło się moje stanowisko? Dlaczego myślę, że właśnie tak powinno być? Czy kiedykolwiek zdarzyło się nam studiować Biblię z zamiarem odnalezienia odpowiedzi na fundamentalne pytanie: co Bóg myśli o muzyce i czy preferuje jakiś styl?
RaczkowaniePierwsza rzecz z jakiej musimy sobie zdać sprawę ruszając w głąb tego tematu to: muzyka jest nierozerwalnie związana z emocjami. Wystarczy udać się do opery, na musical lub koncert rockowy. Ludzie płaczą, śmieją się, skaczą, podnoszą ręce, śpiewają. Muzyka głęboko dotyka naszego wnętrza i wywołuje emocje. Dlaczego miałoby być inaczej w kościele? Właśnie. Dlaczego? Emocje w kościele wydają się najpłytszą z możliwych form wyrażania naszego oddania Bogu, dlatego też często spychamy je na margines, chowając do wielkiej szafy z napisem: „Niedojrzałe chrześcijańskie zachowania”. Nie zgadzasz się z tym? Dobrze, spróbuj w takim razie szczerze odpowiedzieć sobie na pytanie: czy nie czułbyś się zażenowany, gdyby osoba stojąca obok ciebie na uwielbieniu zaczęła płakać, upadła na kolana, głośno się śmiała czy poprosiła cię o zrobienie jej miejsca, bo chce trochę „popląsać”? Popląsać??!! No wiesz... te wszystkie nieskoordynowane ruchy ciałem, te nogi drepczące w miejscu i ręce fruwające w powietrzu. Czy wyobrażasz sobie siebie jako taką osobę? A INNI patrzą. Wbrew pozorom nie zamierzam promować ani bronić emocjonalnego podejścia do uwielbienia. Jeśli nasze emocje są jedyną formą wyrażania naszej miłości do Boga, to w pełni zasługują na miano niedojrzałych. Jestem jednak głęboko przekonany, że jest miejsce na emocje w uwielbieniu, w kościele i w chrześcijaństwie. Dlaczego? Po pierwsze dlatego, że to sam Bóg stworzył nas tak byśmy odczuwali i wyrażali emocje. Po wtóre, dlatego że widzę Jezusa płaczącego nad grobem Łazarza (Ew. Jana 11), bawiącego się na ślubie w Kanaanie (Ew. Jana 2), bojącego się śmierci w ogrodzie Getsemane (Ew. Mateusza 26:37-38), „roznoszącego w drobny pył” stoiska kupców w świątyni (Ew. Mateusza 21:12) i współczującego, gdy patrzy na otaczające go tłumy (Ew. Mateusza 14:14). Spróbujmy. Pozwólmy sobie. Wyjdźmy z tej bezpiecznej przystani; bądźmy prawdziwi. Płaczmy jeśli coś nas wzrusza, cieszmy się głośno, klaszczmy gdy rozpiera nas radość i gdy jej nie czujemy, upadnijmy na kolana przed Jego majestatem… tylko proszę, nie bądźmy obojętni. Co Bóg myśli o muzyce?
No właśnie, czy On w ogóle ma jakieś zdanie na ten temat? Czy lubi bardziej klasyczną, czy może rockową wersję „Cudownej Bożej łaski”? Ku jakim dźwiękom skłania się Jego ucho – skrzypce czy może gitara elektryczna? Pierwsza rzecz, która rzuca się w oczy, gdy otwieramy Biblię i szukamy odpowiedzi na te pytania, to: niebo jest WYPEŁNIONE muzyką! Gdy św. Jan otrzymał wizję nieba, w taki sposób opisał to co zobaczył: „I zaraz popadłem w zachwycenie. A oto tron stał w niebie, na tronie zaś siedział ktoś; a Ten, który na nim siedział, podobny był z wyglądu do kamienia jaspisowego i karneolowego, a wokoło tronu tęcza, podobna z wyglądu do szmaragdu. A wokoło tronu dwadzieścia cztery trony, a na tych tronach siedzących dwudziestu czterech starców, odzianych w białe szaty, a na głowach ich złote korony. A z tronu wychodziły błyskawice i głosy, i grzmoty; przed tronem zaś płonęło siedem ognistych pochodni; jest to siedem duchów Bożych. Przed tronem także jakby morze szkliste podobne do kryształu; a w pośrodku, wokoło tronu cztery postacie pełne oczu z przodu i z tyłu. Postać pierwsza podobna była do lwa, postać druga podobna była do cielca, postać trzecia miała twarz jakby człowieczą, a postać czwarta podobna była do orła w locie. A każda z tych czterech postaci miała po sześć skrzydeł, a wokoło i wewnątrz były pełne oczu; i nie odpoczywając ani w dzień, ani w nocy śpiewały: Święty, święty, święty jest Pan, Bóg Wszechmogący, który był i który jest, i który ma przyjść.” – Obj. 4:2-8 Gdy Ezechiel miał wizję zstępującej chwały Bożej, tak ją opisał: „A gdy posuwały się, słyszałem szum ich skrzydeł jak szum wielkich wód, jak głos Wszechmocnego, jak hałas tłumu, jak wrzawa wojska; ”- Ezech. 1:24 Jeśli Bóg jest uwielbiany 24h na dobę przez śpiewające postacie, musi lubić muzykę! Co więcej, wybrał muzykę jako narzędzie uwielbienia. Skoro już wiemy dlaczego mamy muzykę w kościele, pozostaje nam zastanowić się, czy Bóg preferuje jakiś szczególny styl muzyczny? Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że tak. Co więcej tym preferowanym stylem jest śpiew a capella, czyli bez instrumentów. Wadą tego typu myślenia jest złamanie jednej z podstawowych zasad interpretacji Biblii – nie wyciągamy wniosków na podstawie tego, o czym Biblia milczy. W tym wypadku nie znajdujemy nigdzie opisu czy w niebie znajdują się jakieś instrumenty, czy nie, co nie oznacza, że ich tam nie ma. Wprawdzie Pismo Św. nie wskazuje nigdzie jednoznacznie czy istnieje jakiś styl muzyczny bliższy Bogu, ale możemy prześledzić w jaki sposób uwielbiał Boga naród wybrany. Skarbnicą wiedzy, w tym przypadku, są Psalmy. W jednym z nich jesteśmy zachęcani do grania Bogu na wszelkiego rodzaju instrumentach: szarpanych, dętych, perkusyjnych; inne mówią o klaskaniu, wykrzykiwaniu, tańczeniu. Jaką muzykę grał naród wybrany? To proste – współczesną i popularną. „Radośnie śpiewajcie Bogu, mocy naszej, Wykrzykujcie Bogu Jakuba! Zanućcie pieśń i uderzcie w bęben, W mile dźwięczącą cytrę i harfę! Zadmijcie w trąby na nowiu, W pełnię, w dniu święta naszego,” Ps. 81:2-4 „Wszystkie narody, klaskajcie w dłonie! Wykrzykujcie Bogu głosem radosnym,” Ps. 47:2 „Dawid zaś i cały dom Izraela tańczyli i grali z całej siły przed Panem na różnego rodzaju instrumentach z cyprysowego drzewa, na cytrach, harfach, fletach, bębnach, dzwonkach i cymbałach.” II Ks. Samuela. 6:5 Nie wiedziałem, że to ciebie uwielbiamy?!Ten zabawny rysunek rozpoczynający moje rozważanie, oprócz uśmiechu który wywołuje, niesie również głębokie przesłanie. Tak wiele zachowań z którymi spotykamy się na co dzień – w pracy, wśród naszych znajomych – jest przesiąknięta konsumpcjonizmem. Przywiązujemy tak wielka uwagę do naszych wrażeń i zachcianek, że czasem zapominamy o najważniejszym i nieświadomie wnosimy taką postawę również do kościoła. Aplikujemy egoizm i konsupcjonizm wszędzie, gdzie to tylko możliwe. „To uwielbienie nic MI nie dało. Było za głośno, za długo powtarzaliśmy refren, a wstawki instrumentalne były całkiem niepotrzebne.” Czy naprawdę w uwielbieniu chodzi o mnie? O moje samopoczucie, zadowolenie i zaspokojenie mojego gustu muzycznego? A może… może (jakże szalona to myśl) może w uwielbieniu chodzi o Jezusa!? O decyzję, że bez względu na uczucia, będę Go radośnie uwielbiać, będę klaskać nie dla ludzi, ale przed Jego tronem, że z obserwatora zamienię się w uczestnika. A może (powtarzam jakże szalona to myśl ) naprawdę chodzi o Jezusa? Dobrze, przyznaję się, jest w tym trochę sarkazmu. Ale tylko po to, by uświadomić nam, że wiedza o tym dlaczego uwielbiamy to za mało. Musimy przekuć ją w czyny. A to już nie takie proste. Zderzamy się z naszymi przyzwyczajeniami, tradycją, naszym pojęciem piękna i harmonii i jeśli zapomnimy „dlaczego” – jeśli w pewny sensie nie zaprzemy się sami siebie – pozostaniemy z myślą: to uwielbienie nic mi nie dało. W drugiej części artykułu postaram się być bardziej praktyczny i spróbuje odpowiedzieć na pytania: - czy naprawdę nie mam prawa oczekiwać, że uwielbienie coś mi da? - co mam zrobić gdy muzyka mnie rozprasza? - czy radosne uwielbienie, gdy całkowicie go „nie czuje” nie jest hipokryzją? - jaki jest cel muzyki instrumentalnej w uwielbieniu? A może pojawią się inne pytania? Artykuł ten można przecież komentować, do czego serdecznie zapraszam :) Paweł Lorenc
|