SCh Puławska

O co chodzi z tą muzyką?

24 lipca 2009

uwielbienie-cartoon2.jpg

Niewiele jest w kościele tematów, które wzbudzały by tak gorące dyskusje, nieporozumienia czy kontrowersje, jak muzyka. Zbyt głośnia, zbyt cicha, nie taki styl, zbyt górnolotne słowa, zbyt proste, za mało instrumentów, za wiele. Wydaje się, że jest tyle opinii na temat miejsca i przeznaczenia muzyki, jak i uwielbienia, podczas nabożeństwa ilu członków danej wspólnoty. 

Rzadko zdarza się sytuacja, gdy rezygnujemy z naszych muzycznych preferencji, na rzecz czegoś większego, ważniejszego – bo niby dlaczego? Wiemy jak powinna wyglądać muzyka w kościele i nie zamierzamy rezygnować z obrony naszego stanowiska. Czy jednak zdarzyło nam się obiektywnie zastanowić nad tym, skąd wzięło się moje stanowisko? Dlaczego myślę, że właśnie tak powinno być? Czy kiedykolwiek zdarzyło się nam studiować Biblię z zamiarem odnalezienia odpowiedzi na fundamentalne pytanie: co Bóg myśli o muzyce i czy preferuje jakiś styl?

 

Raczkowanie

Pierwsza rzecz z jakiej musimy sobie zdać sprawę ruszając w głąb tego tematu to: muzyka jest nierozerwalnie związana z emocjami. Wystarczy udać się do opery, na musical lub koncert rockowy. Ludzie płaczą, śmieją się, skaczą, podnoszą ręce, śpiewają. Muzyka głęboko dotyka naszego wnętrza i wywołuje emocje. Dlaczego miałoby być inaczej w kościele? Właśnie. Dlaczego? Emocje w kościele wydają się najpłytszą z możliwych form wyrażania naszego oddania Bogu, dlatego też często spychamy je na margines, chowając do wielkiej szafy z napisem: „Niedojrzałe chrześcijańskie zachowania”. Nie zgadzasz się z tym? Dobrze, spróbuj w takim razie szczerze odpowiedzieć sobie na pytanie: czy nie czułbyś się zażenowany, gdyby osoba stojąca obok ciebie na uwielbieniu zaczęła płakać, upadła na kolana, głośno się śmiała czy poprosiła cię o zrobienie jej miejsca, bo chce trochę  „popląsać”?  Popląsać??!! No wiesz... te wszystkie nieskoordynowane ruchy ciałem, te nogi drepczące w miejscu i ręce fruwające w powietrzu. Czy wyobrażasz sobie siebie jako taką osobę? A INNI patrzą.

Wbrew pozorom nie zamierzam promować ani bronić emocjonalnego podejścia do uwielbienia. Jeśli nasze emocje są jedyną formą wyrażania naszej miłości do Boga, to w pełni zasługują na miano niedojrzałych. Jestem jednak głęboko przekonany, że jest miejsce na emocje w uwielbieniu, w kościele i w chrześcijaństwie. Dlaczego? Po pierwsze dlatego, że to sam Bóg stworzył nas tak byśmy odczuwali i wyrażali emocje. Po wtóre, dlatego że widzę Jezusa płaczącego nad grobem Łazarza (Ew. Jana 11), bawiącego się na ślubie w Kanaanie (Ew. Jana 2), bojącego się śmierci w ogrodzie Getsemane (Ew. Mateusza 26:37-38), „roznoszącego w drobny pył” stoiska kupców w świątyni (Ew. Mateusza 21:12) i współczującego, gdy patrzy na otaczające go tłumy (Ew. Mateusza 14:14). 

Spróbujmy. Pozwólmy sobie. Wyjdźmy z tej bezpiecznej przystani; bądźmy prawdziwi. Płaczmy jeśli coś nas wzrusza, cieszmy się głośno, klaszczmy gdy rozpiera nas radość i gdy jej nie czujemy, upadnijmy na kolana przed Jego majestatem… tylko proszę, nie bądźmy obojętni.


Co Bóg myśli o muzyce?

No właśnie, czy On w ogóle ma jakieś zdanie na ten temat? Czy lubi bardziej klasyczną, czy może rockową wersję „Cudownej Bożej łaski”? Ku jakim dźwiękom skłania się Jego ucho – skrzypce czy może gitara elektryczna? Pierwsza rzecz, która rzuca się w oczy, gdy otwieramy Biblię i szukamy odpowiedzi na te pytania, to: niebo jest WYPEŁNIONE muzyką! Gdy św. Jan otrzymał wizję nieba, w taki sposób opisał to co zobaczył:

„I zaraz popadłem w zachwycenie. A oto tron stał w niebie, na tronie zaś siedział ktoś; a Ten, który na nim siedział, podobny był z wyglądu do kamienia jaspisowego i karneolowego, a wokoło tronu tęcza, podobna z wyglądu do szmaragdu. A wokoło tronu dwadzieścia cztery trony, a na tych tronach siedzących dwudziestu czterech starców, odzianych w białe szaty, a na głowach ich złote korony. A z tronu wychodziły błyskawice i głosy, i grzmoty; przed tronem zaś płonęło siedem ognistych pochodni; jest to siedem duchów Bożych. Przed tronem także jakby morze szkliste podobne do kryształu; a w pośrodku, wokoło tronu cztery postacie pełne oczu z przodu i z tyłu. Postać pierwsza podobna była do lwa, postać druga podobna była do cielca, postać trzecia miała twarz jakby człowieczą, a postać czwarta podobna była do orła w locie.  A każda z tych czterech postaci miała po sześć skrzydeł, a wokoło i wewnątrz były pełne oczu; i nie odpoczywając ani w dzień, ani w nocy śpiewały: Święty, święty, święty jest Pan, Bóg Wszechmogący, który był i który jest, i który ma przyjść.” – Obj. 4:2-8

Gdy Ezechiel miał wizję zstępującej chwały Bożej, tak ją opisał:

„A gdy posuwały się, słyszałem szum ich skrzydeł jak szum wielkich wód, jak głos Wszechmocnego, jak hałas tłumu, jak wrzawa wojska; ”-  Ezech. 1:24

Jeśli Bóg jest uwielbiany 24h na dobę przez śpiewające postacie, musi lubić muzykę! Co więcej, wybrał muzykę jako narzędzie uwielbienia. 

Skoro już wiemy dlaczego mamy muzykę w kościele, pozostaje nam zastanowić się, czy Bóg preferuje jakiś szczególny styl muzyczny? Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że tak. Co więcej tym preferowanym stylem jest śpiew a capella, czyli bez instrumentów. Wadą tego typu myślenia jest złamanie jednej z podstawowych zasad interpretacji Biblii – nie wyciągamy wniosków na podstawie tego, o czym Biblia milczy. W tym wypadku nie znajdujemy nigdzie opisu czy w niebie znajdują się jakieś instrumenty, czy nie, co nie oznacza, że ich tam nie ma. Wprawdzie Pismo Św. nie wskazuje nigdzie jednoznacznie czy istnieje jakiś styl muzyczny bliższy Bogu, ale możemy prześledzić w jaki sposób uwielbiał Boga naród wybrany. 

Skarbnicą wiedzy, w tym przypadku, są Psalmy. W jednym z nich jesteśmy zachęcani do grania Bogu na wszelkiego rodzaju instrumentach: szarpanych, dętych, perkusyjnych; inne mówią o klaskaniu, wykrzykiwaniu, tańczeniu. Jaką muzykę grał naród wybrany? To proste – współczesną i popularną.

„Radośnie śpiewajcie Bogu, mocy naszej, Wykrzykujcie Bogu Jakuba! Zanućcie pieśń i uderzcie w bęben, W mile dźwięczącą cytrę i harfę! Zadmijcie w trąby na nowiu, W pełnię, w dniu święta naszego,” Ps. 81:2-4

„Wszystkie narody, klaskajcie w dłonie! Wykrzykujcie Bogu głosem radosnym,” Ps. 47:2

„Dawid zaś i cały dom Izraela tańczyli i grali z całej siły przed Panem na różnego rodzaju instrumentach z cyprysowego drzewa, na cytrach, harfach, fletach, bębnach, dzwonkach i cymbałach.” II Ks. Samuela. 6:5

Nie wiedziałem, że to ciebie uwielbiamy?!

Ten zabawny rysunek rozpoczynający moje rozważanie, oprócz uśmiechu który wywołuje, niesie również głębokie przesłanie. Tak wiele zachowań z którymi spotykamy się na co dzień – w pracy, wśród naszych znajomych – jest przesiąknięta konsumpcjonizmem. Przywiązujemy tak wielka uwagę do naszych wrażeń i zachcianek, że czasem zapominamy o najważniejszym i nieświadomie wnosimy taką postawę również do kościoła. Aplikujemy egoizm i konsupcjonizm wszędzie, gdzie to tylko możliwe. „To uwielbienie nic MI nie dało. Było za głośno, za długo powtarzaliśmy refren, a wstawki instrumentalne były całkiem niepotrzebne.” Czy naprawdę w uwielbieniu chodzi o mnie? O moje samopoczucie, zadowolenie i zaspokojenie mojego gustu muzycznego? A może… może (jakże szalona to myśl) może w uwielbieniu chodzi o Jezusa!? O decyzję, że bez względu na uczucia, będę Go radośnie uwielbiać, będę klaskać nie dla ludzi, ale przed Jego tronem, że z obserwatora zamienię się w uczestnika. A może (powtarzam jakże szalona to myśl ) naprawdę chodzi o Jezusa? Dobrze, przyznaję się, jest w tym trochę sarkazmu. Ale tylko po to, by uświadomić nam, że wiedza o tym dlaczego uwielbiamy to za mało. Musimy przekuć ją w czyny. A to już nie takie proste. Zderzamy się z naszymi przyzwyczajeniami, tradycją, naszym pojęciem piękna i harmonii i jeśli zapomnimy „dlaczego” – jeśli w pewny sensie nie zaprzemy się sami siebie – pozostaniemy z myślą: to uwielbienie nic mi nie dało. 

W drugiej części artykułu postaram się być bardziej praktyczny i spróbuje odpowiedzieć na pytania:

 - czy naprawdę nie mam prawa oczekiwać, że uwielbienie coś mi da?

- co mam zrobić gdy muzyka mnie rozprasza?

- czy radosne uwielbienie, gdy całkowicie go „nie czuje” nie jest hipokryzją?

- jaki jest cel muzyki instrumentalnej w uwielbieniu?

A może pojawią się inne pytania? Artykuł ten można przecież komentować, do czego serdecznie zapraszam :)

Paweł Lorenc


Komentarze
Dodaj nowy
+/-
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Tytuł:
 
:angry::0:confused::cheer:B):evil::silly::dry::lol::kiss::D:pinch:
:(:shock::X:side::):P:unsure::woohoo::huh::whistle:;):s
 
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.
karolka   |81.190.152.xxx |2009-10-06 15:46:28
Dobrze uwielbienie dla Boga, a co ze starszymi osobami, chorymi, którzy może chcieliby tez uwielbiać Boga ale skupiają sie na tym, żeby przeżyc kolejna pieśń i dobrnąć do ciszy
modlitwy, choć czasem jest to niemozliwe i trzeba wyjśc z nabożeństwa. Aparat słuchowy sciszony na max, a basy i tak robią swoje. Ale jeszcze kilka lat i dzisiejsi 20,30 latkowie
tez będą starsi. Świat dzis niesie tyle hałasu i emocji a w kosciele nie masz miejsca gdzie by oddać sie uspokojeniu.
Piotr  - Jest odpowiedź.   |78.9.38.xxx |2010-10-25 09:11:48
Może warto między radosne pieśni wstawić kilka kanonów np. z Taize - są naprawde piękne.
mrufka  - moim zdaniem   |193.239.81.xxx |2009-09-01 13:53:00
Moim zdaniem problem nie tkwi w głośniej czy ciszej, bo o tym nie możemy w pełni tu dyskutować, albowiem strona odwiecznego "ciszej" czyli nasi ukochani wujkowie i ciocie
przeważnie nie korzystają z internetu. Problem tkwi w bylejakości (i nie boje się tego powiedzieć) oraz jak to Kuba podkreślił w tendencji do klepania się po ramieniu i ogólnego na
nią przyzwolenia. W mojej opinii zespół uwielbieniowy jest po to aby prowadzić Kościół czyli ludzi w uwielbieniu, to nie miejsce na solowe popisy, to usługa którą prowadzi grupa
osób posiadających talent muzyczny dla ułatwienia innym uwielbienia, a co za tym idzie musi być to przynajmniej dobrej jakości. Trudno żeby prowadził ślepy ślepego. Boże Słowo
poucza nas, że wszystko co robimy ma mieć najwyższą jakość, bo robimy to dla Najwyższego. Więc powtarzając za przedmówcą, albo róbmy coś dobrze i z całego serca albo wcale. Wiem,
że to trudne, ale to dobra zasada i nie można pod miłosierdzie podczepiać zgody na bylejakość. Jeśli uwielbienie, jest ważne dla osoby, którą mamy kochać z całego serca swego, nie
zgadzajmy się na bylejakość! nie wstydźmy się przyznać, że potrzebujemy uczyć się warsztatu , nawet profesjonalni muzycy muszą ćwiczyć więc co dopiero amatorzy. Pozdrawiam zespół
uwielbieniowy i życzę wytrwałości.
Zyczliwy  - PS 15:1-5   |91.189.59.xxx |2009-08-11 16:02:59
PS 15:1-5 dla tych którzy czytaja Biblie
jacek   |62.121.69.xxx |2009-08-05 00:59:24
Moim zdaniem to przerost formy nad treści. Zastanawia mnie jeszcze tworzenie grup typu Puławska Worship Team. Mi osobiście kojarzy się natychmiastowo angielska nazwa z amerykańskim
konsupcjonizmem a jej używanie czymś co pomoże być komuś ważniejszym i lepszym co pokazuje np. podpisywanie się z PWT na końcu - to TAKIE "fajne". Nie mam nic przeciwko
muzykowaniu ale jeśli już powinno ono prezentować jakiś poziom (szczególnie ważne jest aby stroną techniczną zajęły się właściwe osoby których jak widzę mało - mam wrażenie ze
zapominają że są po to aby pomóć grającym w poprowadzeniu uwielbienia dla Niego).
Paweł Lorenc  - nazwy   |83.14.76.xxx |2009-08-07 16:35:27
Generalnie nie jestem niewolniczo związany z nazewnictwem, więc jeśli to w czymś pomoże, chętnie usunę ten trzy litery z podpisu A jeśli miałoby to spowodować, że bardziej
otworzymy się na działanie Ducha Świętego podczas uwielbienia, to natychmiast zmieniam nazwę na dowolną zaproponowaną przez brata
soda   |85.222.87.xxx |2009-07-29 16:16:49

Dyskusja na temat muzyki w kościele jest stara jak świat i wzbudza wiele emocji. w książce "Listy starego diabła do młodego" biabeł pisze że nienawidzi dwuch rzeczy:
ciszy i muzyki. Zaś przyjemnością jest dla niego wszechobecny chałas. Osobiście lubię spokojną, łagodną muzykę, jeden instrunent np.pianino, skrzypce, flet. Kiedy wszyscy na raz
grają jedną nutę pojawia się chałas.(tak to odbieram).Nie mogę się skupić, czasem ktoś fałszuje, jest za głośno, i rezonuje jakiś głośnik. Wtedy aż bolą mnie zęby.Dobrze ze są dwa
nabożeństwa wtym, jedno spokojniejsze.Proponuję aby przeczytać jakiś wiersz podczas nabożeństwa. Może coś z płyty np.J.S.Bach,G. F. Händel. Może psalmy, lub śpiewnik pielgrzyma, a
może po prostu pięknie milczeć to dziś sztuka. A może ja się po prostu nie znam, i nie mam racji?
rafał gorączkowski  - kochani   |193.239.81.xxx |2009-08-11 16:04:54
Nie powinniśmy w tej dyskusji przytaczać przemysleń z innych książek .Jedyny autorytet to Biblia i przykłady w niej zawarte .Czym jest ksiazka Listy diabła..., czy Szatan ją
napisał czy maruder ziemski siłujący się z przemijalnością swojego żywota .Jedyny autorytet jeśli chodzi o uwielbienie to Biblia. Dla mnie jest jasne że przykłady z Biblii ukazują
lud Boży który schodzi się razem i przeżywa i pokazuje Bogu swoje uwielbienie co do Jego osoby - i tu niema dyskusji...chcesz uwielbiać w spokoju serca i zadumy...siedź w domu. Czy
ktoś znajdzie chociaż jeden przykład uwielbienia ludu Bożego(w gromadzie) opartego o zadumę i wewnętrzne uniesienie serca..??? to dobre dla umierających poetów...ale na pewno nie
dla Boga...No i jeszcze kwestia emocji ...wolność w uwielbieniu to wolność emcji...niezależnie czy pozytywnych czy tych smutnych. To szczerość która powinna się w procesie
uwielbienia okazywać....a co do przegięć...zawsze były i zawsze będą...na koniec...Wole oglądać durne i wesołe filmiki niż pouczające nijakie nowele.Dzięki..pewnie mnie usuną z
uwielbienia w niedziele
hanna  - refleksji c.d.   |82.210.166.xxx |2009-07-27 13:00:15
To kolejna próba, by dokończyć to co chciałam powiedzieć, a jeśli się nie uda będę pisać "po kawałku" Napisałam, że nie przeszkadza mi głośna muzyka, ale wolałabym aby
nie były zagłuszane modlitwy - bo raczej powinno się je słyszeć, aby móc powiedzieć AMEN!
Nie przeszkadza mi też wielokrotne powtarzanie refrenów - gdy mam dosyć, po prostu
przestaję je powtarzać i w duchu oddaję się modlitwie. Ale przykro jest patrzeć na osoby z niesmakiem i niezadowoleniem kręcące głową, bo widać wyraźnie, jak bardzo zamiast na Bogu
skupiają się na sobie i swoich odczuciach. Myślę, że to są właśnie te osoby, które mówią: "to uwielbienie nic MI nie dało". Rzadko to robię, ale czasem obserwuję braci i
siostry i nie widzę radości na ich twarzach - na czym polega więc ich uwielbienie? Przecież radość w sercu odbija się na twarzy.
Marzy mi się radosne, ekspresyjne uwielbienie i
często chce mi się zaklaskać i nie zgadzam się z autorem komentarza podpisującym się "zahamowany"
że to jest owczy pęd, lub uleganie presji. Nie działają na mnie hasła
"a teraz wszyscy klaszczemy" czy "zaklaskajmy" - klaszczę wtedy, gdy dyktuje mi to serce (chociaż raczej unikam klaskania, bo nie mam wyczucia rytmu).
Czasami
zdarza mi się przyjść na nabożeństwo smutna, czymś przygnębiona, ale gdy staję by uwielbiać Boga, jakoś szybko ten kiepski nastrój znika i wiem, że to jest działanie Ducha
Świętego, a nie tych co są obok mnie, choćby nie wiem jak klaskali czy podrygiwali.Inną jeszcze przyczyną (moim zdaniem), że "uwielbienie" jest tylko jednym z elementów
nabożeństwa a nie prawdziwym oddawaniem chwały Bogu, jest postawa zespołu, który "niby" prowadzi kościół w uwielbieniu (chyba takie jest zadanie zespołu - ale może jestem w
błędzie?). Niektóre osoby sprawiają wrażenie jakby przyszły zaśpiewać w chórkach na jakimś koncercie i w dodatku nie bardzo były z tego zadowolone - to może nie być zachętą d...
hanna  - c.d.   |82.210.166.xxx |2009-07-27 12:57:54
...zachętą dla innych.Ale to wszystko, to tylko MOJE odczucia, JA tak to widzę - pocieszające jest to, że BÓG patrzy na SERCA i On najlepiej zna nasze intencje i motywacje.
Pozdrawiam i czekam na drugą część artykułu.

ufff... ależ jestem uparta (a może... wytrwała?), ale chyba udało mi się
smakoszka  - ...   |89.78.52.xxx |2009-07-26 22:57:58
Moim zdaniem, niedzielne uwielbienie powinno być wisienką na szczycie tortu, a nie przystawką do głównego dania. Chciałam przez to powiedzieć, że całkowicie zgadzam się z Hanna -
dla Boga najważniejsza jest "szczerość serca", czyli nasze motywacje. Jeśli podczas całego tygodnia uwielbiamy Boga naszą postawą: tym, że się staramy Go słuchać, modlimy
się, że chodzimy do pracy i wkładamy serce w to co robimy dla Niego czy innych ludzi; byłoby dziwne gdybyśmy nie uwielbiali Go szczerze podczas nabożeństwa wraz z muzyką, światłami
i śpiewem. W takim przypadku, moim zdaniem, zapominamy o formie. Oczywiście, że prawdopodobnie zauważylibyśmy, gdyby zespół nagle strasznie zafałszował czy osoba obok zaczęłaby
podrygiwać, ale to by nie miało dla nas większego znaczenia. No, przynajmniej dla mnie nie ma. Dla mnie wspólne, niedzielnie uwielbienie mogło by się odbywać w ciemnej piwnicy
(byle nie zatęchłej ;]) z jedną gitarą jak i w ładnej sali, którą na szczęście mamy ; z "pląsami" czy też bez.
Kończąc, mam nadzieję, że uwagi, które zostały wymienione
w komentarzach, będą przez autora tekstu wzięte pod uwagę.
Pozdrawiam
hanna  - moje refleksje   |87.205.253.xxx |2009-07-26 18:57:08
Świetnie, że został poruszony problem muzyki w kościele i w ogóle temat uwielbienia jako sposobu wywyższenia, oddawania chwały naszemu Panu - wielkie dzięki za to dla Autora
tekstu.
Skorzystam więc z okazji, by przedstawić swój pogląd na tę sprawę.
Uwielbienie - ta część nabożeństwa, niestety, nie zawsze jest wyrazem uwielbienia jakie powinniśmy mieć
dla naszego Stwórcy. I nie chodzi mi o styl, czy głośność muzyki (choć na pewno jest to problem dla osób z nadwrażliwością słuchową), lecz o naszą postawę.
Jestem przekonana, że
Pan Bóg nie preferuje żadnego stylu muzycznego, ale na pewno preferuje szczerość serca. Jestem dziś osobą "wiekową"(50+), lecz przez całą młodość, wczesną i późniejszą,
słuchałam muzyki rockowej i nadal jej słucham, tyle że teraz raczej w wykonaniu zespołów chrześcijańskich (chrześcijański rock? - jest coś takiego?)więc może dlatego nie
przeszkadza mi głośna muzyka w czasie uwielbienia - z wyjątkiem sytuacji, kiedy instrumenty zagłuszają modlitwy a szczególnie gdy zagłuszają lidera uwielbienia (!)
hanna  - dalszy ciąg reflesji   |87.205.253.xxx |2009-07-26 19:08:27
...z wyjątkiem sytuacji, kiedy instrumenty zagłuszają modlitwy a szczególnie gdy zagłuszają lidera uwielbienia (!)
zahamowany   |77.254.53.xxx |2009-07-25 19:29:43
Nie wszyscy, jak można zaobserwować, uwielbiają w sposób tak ekspresyjny, jak chciałby autor tego tego tekstu. W kościele, tak jak w innych zbiorowościach działa zasada
owczego pędu. W wielu kościołach, gdzie wszyscy są ekspresyjni (może nawet nadekspresyjni dla obserwatora z zewnątrz) powściągliwość w uwielbieniu może być postrzegana jako coś
dziwnego a może nawet niezby duchowego, ulegamy presji(sami z resztą ją wytwarzając) i przyjmujemy zachowania ekspresyjne(klaskanie, taniec, wołanie, itp). W innym miejscu, gdzie
panuje ogólna powściągliwość powyższe zachowanie jest dziwaczne. Problem polega może nie na naszym zachowaniu, lecz na szczerości przed samym Bogiem i tym, na ile jesteśmy
podporządkowaniu Duchowi Świętemu. Ponieważ i w pierwszym i w drugim przypadku, jeśli zachowujemy się tak, bo podobnie zachowują się inni, jest tylko próbą przyjęcia jakiejś formy.
A czy Bogu zależy na formie?
oliwkazielona   |82.210.166.xxx |2009-07-24 18:45:31
"Błogosławiony lud, który umie się radować i chodzi w światłości oblicza twego, Panie. Z imienia twego raduje się każdy dzień, a sprawiedliwość twoja wywyższa ich, bo Ty jesteś
blaskiem mocy ich, a z życzliwości twojej podnosi się siła nasza." (Ps 89,16-1.

Błogosławiony (czyli szczęśliwy) lud, który UMIE SIĘ RADOWAĆ. A radowanie się jest
wyrażaniem emocji. Poza tym jest tyle fragmentów w Piśmie, że mamy przychodzić do Boga z weselem, że On rozradowuje się nad nami, że ja się cieszę, że On jest Bogiem radosnym i
mnie też chce widzieć radosną. Wystarczy pozakreślać słowa o radości w samych psalmach i już maluje się obraz naszego Taty
Owieczka  - uwielbienie muzyczne   |88.156.62.xxx |2009-08-01 09:31:52
Nie mam nic przeciwko wyrażaniu emocji podczas muzykowania na chwałę Panu Jezusowi. Ale musi to wypływać z głębi serca. Jeśli przez cały tydzień człowiek żyje telewizją, pracą, nie
ma czasu na modlitwę, nie karmi się Słowem, nie myśli o Bogu- a potem przychodzi w niedzielę na nabożeństwo i usiłuje wzbudzić w sobie "pozytywne" emocje poprzez muzykę- to
jest jakieś nieporozumienie. Jak to ktoś kiedyś powiedział "nie drzewa mają robić wiatr, ale wiatr ma poruszać drzewa"...
raf.G  - Uwielbienie a uczucia   |83.24.34.xxx |2009-08-16 00:23:47
Kompletnie niema znaczenia ja sie czujemy podczas uwielbienia.Czy ktoś z was kiedyś o tym pomyślał????.....?Spójrzcie na postawe Hioba pomimo porażki oddaje chwałę Bogu... i to
jest Biblijna postawa-I tutaj niema mocnych,NASZYM OBOWIĄZKIEM POMIMO naszych życiowych sytuacji JEST CHWALIĆ PANA bo tak chce Bóg .....czy nam się to podoba czy nie.
bronka  - obowiązek?   |87.96.33.xxx |2009-08-16 17:39:52
Moim zdaniem Bogu nie zleży, abyśmy robili cokolwiek dla Niego z poczucia obowiązku. Chwalenie Pana nie jest naszym obowiązkiem ale przywilejem i wynika z naszej milości do Niego i
zrozumienia Jego miłości do nas. Ktoś, kto jest rodzicem doskonale to rozumie. Dla kochającego ojca odwiedziny syna bez radości spotkania tylko z obowiązku musza być przykre.Syn
również czuje się z tym żle. jeśli chodzi o muzykę w kościele, myślę, że wszyscy mamy takie samo prawo do swobodnego wyrazania myśli i emocji. Ważne, aby nie przeszkadzać sobie,
tyko wspierać, dodawać otuchy,pocieszać.Gatunek muzyki jest mało istotny, można śpiewać spokojna balladę i głśnego roka, ale jeśli robi się to z obowiązku, a nie z gorącym sercem,
to nie wzmacnia to ani śpiewających, ani słuchających, ani nie cieszy Boga.Osobiście zakładam, że wszyscy, którzy w tak oddany sposób służą w grupie uwielbienia robią to szczerze.
Dla mnie ta szczerość i prawdziwość w wyrażaniu uwielbienia Bogu jest najważniejsza.Braku tego nie zastąpi największy nawet profesjonalizm.Jeśli kochacie Boga robicie to jak
najlepiej umiecie.Dziękuję wszystkim, którzy śpiewają lub grają.Za to, że się wam chce chcieć zachęcać innych.Pozdrawiam, Bronka. :
kuba  - do grupy:)   |82.210.166.xxx |2009-08-16 23:00:52
troszke inaczej.....
"Jeśli kochacie Boga robicie to jak najlepiej umiecie." Czy zawsze? Czy nie jest tak ze czesto dorabiamy ideologie tlumaczac siebie i nasze braki?!
Moja obserwacja swiata jest taka: w pracy czesto zeby zyskac "sukces" potrafimy tyrac po godzinach, zabierac prace do domum, robic duzo wiecej niz obejumje nasz etat.
Dlaczego? bo zalezy nam. Kazda sluzba ma swoja specyfike. Nie ma gorszej, lepszej. Kiedy jednak do czegos jestesmy powolani i decydujemy sie dzialac warto pamietac o
konsekwencjach, obowiazkach. Grupa uwielbiajaca to zespol: muzycy, spiewajacy. Kazdy muzyk musi cwiczyc, kazdy spiewajacy musi cwiczyc. Trzeba sie rozwijac. Czasem ktos jest
muzycznym geniuszem ale to rzadkosc. Wiekszosc zawodowych muzykow to skrupulatni rzemieslnicy ktorzy cale zycie poswiecili temu zeby byc jak najlepszym w swojej dziedzinie. Po co
ten wywód? Czy nie jest tak ze czasem wazne tresci probujemy podac byle jak? Ze potrafimy w swiecie starac sie a dla Boga robimy troszke na "odwal". Tlumaczac sie ze
jestemy tacy marni ale serce mamy wielkie. Mysle ze to duzy bład! Dobra zyciowa zasada: robic jak najlepiej albo nie robic wcale. Jesli w swiecie potrafimy czemu w kosciele nie?
Ktos zaraz sie oburzy: ja mam prace ,dom,szkole, dzieci nie mam czasu. Czyli co? Robimy Bogu laske? Nie tlumaczmy sie. Badzmy profesjonalistami. Granie w niedziele to powinien byc
nie tylko efekt naszej potrzeby serca ale rowniez naszej postawy ze dla Boga robie najlepiej jak sie da. Jak do wszystkiego trzeba sie przygotowac, tak samo jest z niedziela. Boli
mnie postawa: jestem cudown/a/y uwielbiam Pana. Milion razy grana piesn spiewana z falszem to zenada. Niepewne wejscia gdzie zborownicy zastanawiaja sie jak zaczac spiewac, a w
zamian wymyslne wokalizy to tez zenada. Grupa uwielbieniowa ma pomagac nie przeszkadzac, pomoc, stworzyc atmosfere. Dlatego mysle ze oprocz strony duchowej warto pomyslec o
warsztac...
k  - obcielo koniec   |62.121.92.xxx |2009-08-16 22:22:21
moglbym dlugo ale nie o to chodzi..
wiem ze sluzba w kosciele to ciezki kawalek chleba, ale to takze wielki zaszczyt ze wzgledu na Tego dla ktorego to robimy. dlatego wazna jest
postawa i umiejetnosc balansu miedzy duchem a warsztatem.
no to tyle. chcialbym zeby to Nas zachecilo do dzialania. a nie odwrotnie...
ps. slychac kto cwiczy w domu i to jest dla
mnie zachecajace
Pawel Lorenc  - :)   |82.210.166.xxx |2009-08-16 23:03:10
mnie to zachęca
Anonimowy   |62.121.92.xxx |2009-08-16 23:23:05
uff.
anonim  - perfekt   |91.94.208.xxx |2009-08-17 20:26:04
skąd u chrześcijan wziął się ten chorobliwy pęd do perfekcjonizmu?Nie można być zwykłym człowiekiem ze wszystkimi zaletami ale i wadami? Wydaje mi się, że to doprowadza do
skrajności, coraz cząściej wsród chrześcijan boimy się przyznać do swoich słabości nie jesteśmy sobą , udajemy że wszystko jest ok. A przecież tak się nie da nie jesteśmy
cyborgami.Jeśli ktoś nie dość perfekcyjnie zaśpiewał, pomylił się jest dla mnie przez to bardziej wiarygodny ludzki i prawdziwszy. Jeśli chodzi o to dawanie z siebie wszystkiego w
pracy przez chrześcijan to nie sądzisz, że przesadzasz? Poza Kościołem wielu z nas ma bardziej ludzkie oblicze, męczymy się mylimy sie wszyscy .Sęk w tym, że nie wszyscy umiemy się
do tego przyznać, prawda?
kuba  - ja cyborg   |62.121.92.xxx |2009-08-17 21:29:03
perfekcjonizm?! coz. byc moze to co dla ciebie jest perfekcjonizmem dla mnie jest standartem. powiem szczerze ze z mojego punktu widzenia nie dostrzegam tego pedu. widze raczej
maraz i klepanie sie po plecach. uwazam ze nalezy doceniac prace i wklad, tylko najpierw cos trzeba zrobic.
problem udawania w kosciele, tu sie zgodze to olbrzymi problem.
dlatego to wyzej napisalem -o podejsciu do sluzby. bo takie zaangazowanie nie zaangazowanie to wlasnie udawanie. wyciagnales ten tekst o falszach w spiewie z kontekstu tu tak
naprawde nie chodzi o to ze sie mylimy lub czegos nie potrafimy. chodzi o to ze nic z tym nie robimy. nie wyciagamy wnioskow na przyslosc jak cos zrobic lepiej. tlumaczac sie ze
jestesmy tylko ludzmi. moim zdanie nie ma to nic wspolnego z cyborgiem ja sie nim nie czuje. ale byc moze sie myle, prawda?
starszy brat   |62.121.92.xxx |2009-08-17 23:12:08
ciesze sie ze ten artykul wywolal dyskusje. rzadko jest okazja wymienic spostrzezenia w wiekszym gronie. takie forum daje tez mozliwosc napisania tego co normalnie trudno
powiedziec bojac sie krytyki.
pozdrawiam wszystkich ktorzy tu zagladaja
anonim do Kuby  - prawda- a co to takiego?   |91.94.142.xxx |2009-08-18 09:16:16
Masz rację,wyciaganie wniosków na przyszłość jest szalenie wazne,ale bardzo ciężko jest przyznac się do popelninia błędów w atmosferze, w której musimy byc przede wszystkim
perfekcyjni. Nie zrozum mnie żle, nikogo tu nie krytykuję, to są moje wolne myśli, nie koniecznie związane z głownym ,poruszanym tu tematem(muza).Nim stałem się tak zwanym
chrześcijaninem moje standarty były wysokie , byłem uczciwy i sumienny nie zależnie od tego co robię. Dlatego dobra robota i fachowosć jest oczywistością dla mnie.Podkreślanie
tego w kontekście chrześcijaństwa trochę mnie razi.Myślę, że istnieje w kościele jeszcze jeden problem , bardzo powazny ,moim zdaniem problem mówienia prawdy,o tym co myślimy na
dany temat,oraz umiejętności przyjmowania jej.Moim zdniem istnieje ku temu niesprzyjająca atmosfera.Dlaczego?Trochę winy ponosi tu konformizm stadny: mówmy i róbmy tak jak
wszyscy.To jest bezpieczne. Tymczasem nie istnieje postep bez różnicy zdań, pewnej dawki konfliktu, a to mozliwe jest, gdy swobodnie mozemy mówić swoje zdanie bez obawy.Tyle głosów
pod artykułem o czyms swiadczy, są one jednak w większosci anonimowe, mój rez. Pozdrawiam ,dobrego dnia
kuba  - do anonima:)   |62.121.92.xxx |2009-08-18 16:44:03
szanuje kazdy poglad i przedewszystkim myslenie. jestem przeciwnikiem- jeden mysli reszta robi. uwazam ze sila kosciola jest to ze jestesmy rozni ale mamy wspolny fundament, pasje-
Boga. napewno powinnismy sie uczyc z tej roznnorodnosci czerpac, a do tego jest potrzeba odwaga mowienia co myslimy.
w racjac do cytowanego perfekcjonizmu jeszcze raz to napisze
chodzi o to zeby nie robic byle jak i tyle.. wywiazywac sie z zobowiazan, a jesli jest jakis problem to powiedziec o tym a nie robic dobra mine do zlej gry i stac w
miejscu.
poruszamy tu wiele kwestji waznych, ale
tu rozmawiamy konkretnie o uwielbieniu i wszystkim co z tym zwiazane. tak wiec tego sie trzymajmy. bo to chyba nie miejsce na
takie dyskusje. chodz tematy ciekawe. ja nie uciekam przed dyskusja tylko nie chce innych zameczac gdyby co to moj mail: jaqbekwu@o2.pl no i zachecam do dalszej wymiany mysli
i spostrzezeni nawet anonimowo. pozdrawiam
anonim do Kuby  - też pozdrawiam   |91.94.144.xxx |2009-08-18 17:08:47
pozdrawiam również , masz rację trzeba trzymać się tematu dzięki za fajna wymiane myśli i za mail. Anonim.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."

 
Joomla Templates by JoomlaShack
Generated in 0.208693027496 Seconds